Skontaktuj się z nami:
tel: 22 453 55 22
Ostatnie tematy
18.05.2009
Zaufany prokurator ministra Czumy
Prawa ręka ministra Czumy Prokurator krajowy Edward Zalewski w latach 80 - tych wydał zgodę oficerowi Służby Bezpieczeństwa na przesłuchanie aresztowanego, niepełnosprawnego opozycjonisty Stanisława Śniega. Esbek próbował szantażem wymusić na nim współpracę z bezpieką — wynika z ustaleń dziennikarzy TVN.
 
 


Od kilku tygodni Zalewski unika oficjalnej odpowiedzi na pytania jaką rolę odgrywał w czasie pracy w legnickiej prokuraturze w latach 80 - ych. — Macie prawo pytać, ja mam obowiązek odpowiadać — mówił podczas spotkania z dziennikarzami. I zgodził się na nagranie rozmowy przed kamerą. Ale mimo, że od tamtej pory upłynął miesiąc, nie znalazł czasu na spełnienie obietnicy. Jakich pytań boi się tak bardzo prokurator krajowy?

Silniejszy od ministra?

Na szczyty prokuratorskiej kariery Edwarda Zalewskiego wyniósł skandal, który kilka miesięcy temu doprowadził do serii dymisji w ministerstwie sprawiedliwości. Po samobójczej śmierci kolejnego z zabójców Krzysztofa Olewnika premier Tusk przyjął dymisję Zbigniewa Ćwiąkalskiego, a zaraz potem wyrzucił jego współpracowników nadzorujących pion więziennictwa. Przy okazji posadę stracił też kojarzony z PSL prokurator krajowy Marek Staszak.

O tym, że Zalewski ma szansę objąć stanowisko po Staszaku „Newsweek” napisał już kilka dni po tym, jak do ministerstwa wkroczył nowy minister Andrzej Czuma. Był tylko jeden problem. Czumie zależało, żeby prokuratorem krajowym został człowiek, który karierę prokuratura zaczynał w demokratycznej Polsce. Tymczasem Zalewski swoją drogę zawodową rozpoczął w tym samym roku, kiedy w Polsce został wprowadzony stan wojenny.

Rozgrywki wokół obsady stanowiska po Staszaku trwały kilka tygodni. — Decydujący głos w wyborze kandydata na stanowisko prokuratora krajowego miał wicepremier Grzegorz Schetyna — mówi osoba znająca kulisy rozmów w tej sprawie. — Czuma okazał się zbyt słaby, żeby przeforsować swoją kandydaturę.

I tak kilka tygodni temu Zalewski spakował swoje rzeczy i z biura szefa wydziału biura pz Prokuratury Krajowej przeprowadził się do Warszawy. Dziś mało kto ma wątpliwości. Pozycja Andrzeja Czumy, polityka bez solidnego doświadczenia prawniczego, jest słaba. Osobą, która ma naprawdę silną pozycję w ministerstwie jest więc prokurator krajowy. Kim jest człowiek, który od niedawna właściwie niepodzielnie rządzi polską prokuraturą i dlaczego, gdy padają pytania o lata PRL-u, tak często mija się z prawdą?

Aktywista PZPR

Zaczynał jako aplikant w 1981 roku w legnickiej rejonówce. Zrobił szybką karierę. Kolejne awanse sprawiły, że zmiana ustroju zastała go na stanowisku prokuratora prokuratury wojewódzkiej w Legnicy.

— To były takie czasy, że w prokuraturze awansowali wyłącznie ludzie, cieszący się pełnym zaufaniem przełożonych — mówi były prokurator, który pamięta Zalewskiego z lat 80. — To że Zalewski musiał być w partii, jest oczywiste.

W latach PRL prokuratura należała do najważniejszych instrumentów, które strzegły „ładu i porządku”. To właśnie prokuratorzy wydawali zgody na aresztowanie opozycjonistów, oskarżali ich w sądach, zaskarżali zbyt niskie wyroki. A partia w sposób skrupulatny rozliczała prokuratorów.

— W tamtych czasach ktoś, kto nie był w partii, w najlepszym razie dostawał najgorsze stanowisko. Ale z reguły ludzie odchodzili, jeśli nie zgadzali się z linią partii — mówi nasz rozmówca.

W każdej prokuraturze wojewódzkiej istniała komórka PZPR. Należała do niej zwykle większość, jeśli nie wszyscy prokuratorzy. — Zdarzało się, że niektórzy zapisywali się na przykład do ZSL — dodaje legnicki prokurator.

Akta PZPR z prokuratury powinny się dziś znajdować w archiwum państwowym w Legnicy. Ale nie ma po nich śladu. Udało nam się ustalić, że w 1990 roku zniszczył je ówczesny sekretarz partii w legnickiej prokuraturze. Dziś jest naczelnikiem jednego z wydziałów we wrocławskiej apelacji.

— Zalewski? Oczywiście, że był w partii — mówi. — Ale dokumentów nie znajdziecie Wszystko zniszczyłem, albo rozdałem ludziom. A niektóre fajne były.

Zapytany o przynależność do partii Zalewski twierdzi, że wstąpił do PZPR w 1987 roku. Bagatelizuje to.

Ale z naszych ustaleń wynika, że prokurator mija się z prawdą. Odnaleźliśmy akta paszportowe Zalewskiego z lat 80. Z kolejnych wypełnianych przez niego formularzy wynika, że zgłosił kandydaturę do partii w 1984 roku, w 1986 był członkiem PZPR, a od 1987 roku był w egzekutywie podstawowej organizacji partyjnej przy prokuraturze wojewódzkiej w Legnicy. A to było miejsce zarezerwowane wyłącznie dla aktywistów partyjnych.

— Na pewno nie byłem w egzekutywie — mówi prokurator krajowy. Pokazaliśmy mu kopie formularzy. — Nie pamiętam takiego faktu. A co to w ogóle była ta egzekutywa?

Warto wspomnieć o jeszcze jednym szczególe. W 1984 roku o natychmiastowe wydanie paszportu Zalewskiemu wystąpił szef zarządu kontrwywiadu wojskowego we Wrocławiu. Zalewski tego faktu nie pamięta. — W 1984? Ja wtedy nie wyjeżdżałem za granicę — mówi. Czy dokument jest fałszywy? Jeśli nie, świadczy o zażyłych kontaktach obecnego prokuratora krajowego z wojskową bezpieką.

Zgoda dla oficera SB

W rozmowie z dziennikarzami Zalewski zapewnia, że w latach 80. nie miał styczności ze sprawami politycznymi. — Było wiadomo, że do pewnych ludzi nie warto z tymi sprawami przychodzi — tłumaczy. — I pan był taką osobą? — pytamy. — Łatwo jest dzisiaj być bohaterem — odpowiada. — Ale pytajcie moich przełożonych.

Krzysztof Zawistowski, w latach 80-tych szef legnickiej rejonówki i pierwszy przełożony Zalewskiego. — Biorąc pod uwagę kim teraz jest, to chyba powinienem mówić o nim tylko dobrze — śmieje się. Jest emerytem. Twierdzi, że ma kłopoty z pamięcią. Myli daty i nazwiska. Pytany o postawę Zalewskiego w latach 80 - tych mówi: — On mi niczego nie odmówił. — Czy to możliwe, że nie prowadził żadnej sprawy politycznej? — Przypuszczam, że nie — kwituje Zawstowski.

Z naszych ustaleń wynika, że w połowie lat 80. Zalewski wydał zgodę oficerowi SB, na przesłuchanie aresztowanego opozycjonisty. Chodziło o Stanisława Śniega, lidera podziemnej „Solidarnośc” w Lubinie. W czasach PRL był on prześladowany przez Służbę Bezpeiczeństwa, wielokrotnie aresztowany, zatrzymywany i pobity. Oficer SB, któremu Zalewski pozwolił na przesłuchanie opozycjonisty to Zbigniew G., okryty wyjątkowo złą sławą. Obecnie przebywa prawdopodobnie w Stanach Zjednoczonych, jego działalność badają prokuratorzy z IPN.

— Pamiętam odwiedziny tego Graczyka — mówi dziś Śnieg. Wspomina, że esbek próbował szantażem zmusić go do współpracy. — Groził, że będą obwozić mnie po miejscach rewizji — mówi Śnieg. — „Zginiesz pod śliną ludzi” - grozili mi.

Dlaczego Zalewski wydał zgodę oficerowi SB na przesłuchanie aresztowanego opozycjonisty? Krzysztof Zawistowski, ówczesny szef Zalewskiego nie pamięta sprawy Śniega.  — Taką zgodę musiał wydać prokurator — mówi.

Edward Zalewski, gdy pytamy go o sprawę Śniega, zapewnia, że nie miał z nią nic wspólnego. Kiedy pokazujemy kopię podpisanego przez niego dokumentu, mówi, że nie przypomina sobie, żeby taki dokument podpisywał.

— Ale to mogłem podpisać w zastępstwie — mówi. Jak skomentuje słowa byłego przełożonego, że zgodę wydawał prowadzący sprawę? — Pan prokurator się grubo myli — mówi.

Próbowaliśmy odnaleźć akta spraw politycznych, które prowadziła legnicka prokuratura. Ale okazało się, że zdecydowana większość została zniszczona w latach 90. W czasie, kiedy Zalewski kierował legnicką prokuraturą.

Pytania o PRL

Po dwóch spotkaniach z Edwardem Zalewskim trudno oprzeć się wrażeniu, że prokurator krajowy ma albo niezwykle słabą pamięć, albo często kłamie. Kilka tygodni temu, gdy zwróciliśmy się do biura prasowego o przesłanie jego oficjalnego biogramu, zaprosił nas na rozmowę. W spotkaniu uczestniczyła także rzecznik Katarzyna Szeska. Zapytaliśmy go wtedy, dlaczego awansował na wiceszefa kadr prokuratora Leszka Pruskiego, swojego kolegę z Wrocławia. Co łatwo sprawdzić choćby w internecie, w czasie stanu wojennego prokurator Pruski oskarżał opozycjonistów. — Był wyjątkowo butny i podły — mówi profesor Krzysztof Mazurski, jedna z ofiar Pruskiego. W trakcie rozmowy z dziennikarzami Zalewski dowiedział się szczegółów działalności Pruskiego.

— Nie wiedziałem o jego przeszłości, oceniałem go pod względem jego fachowości — tłumaczył wtedy Zalewski.

Kilkanaście dni później „Dziennik” opublikował informację na temat Pruskiego. — Zalewski został poproszony o wyjaśnienia przez ministra Czumę. Powiedział, że to nieprawda, że Pruski nie oskarżał opozycji w stanie wojennym — mówi nasz rozmówca zbliżony do szefostwa resortu. W dodatku rzecznik, Katarzyna Szeska, która także wiedziała o przeszłości Pruskiego, opublikowała na stronie ministerstwa kłamliwe sprostowanie. Czy najbliżsi współpracownicy okłamali ministra Czumę? Wszak nie tylko wiedzieli o faktach z kariery Pruskiego, ale także wiedzieli w jaki sposób szybko je sprawdzić.

Zalewski nie odpowiedział także na nasze pytania o swojego wieloletniego, nieżyjącego już rzecznika prasowego Leonarda Michalaka. W stanie wojennym domagał się on jedenastu lat więzienia dla działaczki Solidarności z Legnicy. W latach 90. był jednym z najbliższych współpracowników Zalewskiego. W kierownictwie legnickiej prokuratury za czasów Zalewskiego znaleźliśmy jeszcze jedną osobę, która w latach 80. represjonowała działaczy „Solidarności” w Lubinie.

— Czy uważa pan, że osoby represjonujące opozycję w latach PRL powinny awansować w prokuraturze? — pytamy Zalewskiego.

— Nie odpowiem na to pytanie — uchyla się prokurator krajowy.

Andrzej Czuma, w latach PRL jeden z najbardziej zasłużonych działaczy opozycji, dla wielu ludzi jest symbolem niezłomnej postawy wobec okresu PRL. Wielokrotnie podkreślał konieczność rozliczenia stanu wojennego. To właśnie jego charakter i życiorys znalazły się wśród atutów, które przekonały premiera Tusk, że jest najlepszym kandydatem na stanowisko ministra sprawiedliwości. Czym przekonał do siebie ministra Czumę prokurator Edward Zalewski?
autor: Bertold Kittel, Jarosław Jabrzyk
Zobacz także
28.09.2012
W imieniu kościoła
„W imieniu kościoła" – film dokumentalny Bertolda Kittla i Jarosława Jabrzyka – premiera 2 października w TVN, 23.35 Dziennikarze śledczy Bertold Kittel i Jarosław Jabrzyk tym razem wchodzą w świat interesów kościoła katolickiego. Przez ponad rok powstawał film dokumentalny, który ujawnia korupcję w kościele i osoby zamieszane w sprawę Kościelnej Komisji Majątkowej. „W imieniu kościoła" pokazała również telewizja TVN24, 7 października (niedziela), godzina 12.20. Obecnie do obejrzenia na tvnplayer.pl
BK,JJ,MS
03.04.2012
Gwiazda Iraku. Niezwykła historia podpułkownika Artura K.
Oskarżony  o malwersacje były oficer GROM-u za kilka dni odbierze zaszczytne odznaczenie za udział w operacji „Iracka Wolność” . Problem w tym, że według kolegów z jednostki, Artur K. uciekł spod ostrzału, zanim na dobre zaczęła się interwencja w Iraku.
Bertold Kittel, Jarosław Jabrzyk
22.11.2011
Zamach w Norwegii. Polscy dostawcy Breivika
Polski dostawca chemikaliów dla Andersa Breivika mógł pomóc mu w przeprowadzeniu zamachu w Oslo — taką hipotezę bada prokuratura i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Polskie służby podejrzewają, że Łukasz M. mógł widzieć się z norweskim zamachowcem na terenie Szwecji, a do jednego ze spotkań miało dojść tuż przed zamachem.
Bertold Kittel, Jarek Jabrzyk, współpraca: Marcin Rybak, "Gazeta Wrocławska"//mat/m
13.09.2011
Zabójcy z maczetami
Bertold Kittel, Jarosław Jabrzyk
16.05.2011
Trzej kumple i miliony z państwowego banku
Zobacz wszystkie
Skontaktuj się z nami:
tel: 22 453 55 22
adres: TVN S.A ul. Wiertnicza 166, 02-952 Warszawa, z dopiskiem "Kittel/Jabrzyk przedstawiają"
© copyright TVN S.A. 2008